Geoblog.pl    MARGOSIA    Podróże    GRUZJA 13-28.08.201    Batumi, ach Batumi
Zwiń mapę
2013
21
sie

Batumi, ach Batumi

 
Gruzja
Gruzja, Batumi
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 4146 km
 
Mestia-Batumi, 21.08.2013, środa

Kierowca zgodnie z obietnicą był punkt 6.00 i bez problemu zajęliśmy z góry upatrzone pozycje, czyli miejsca z przodu samochodu i w przeciwieństwie do podróży z Tbilisi, spokojnie mogliśmy wyciągnąć nogi. Cena za przejazd – 30 lari od osoby, kierowca jechał jak szalony, rozmawiał przez telefon, czytał SMS-y, flirtował z pasażerkami siedzącymi z przodu, a jak włączył muzykę, to prawie chciałam wyskoczyć z samochodu, po terenie zabudowanym zasuwał 110 km/h, poza jeszcze szybciej. Policja nic sobie nie robi z takich zachowań, funkcjonariuszy widać wielu, komendy policji to jedne z najnowocześniejszych budynków, samochody mają extra wypasione: toyoty, skody,różnej maści terenówki, a nawet mini morisy, a ich praca wygląda tak, że jeżdżą tymi samochodami i udają, że pracują. Pieszy na ulicy jest jak zwierzyna na polowaniu, pasy, to rzecz umowna, właściwie zbędna.
Ok. 13.00 byliśmy na miejscu, gdzie od razu znalazł nas człowiek proponujący kwaterę za 40 lari od pokoju, bez wyżywienia. Zdecydowaliśmy się, więc zapakował nasze plecaki do rozklekotanego dostawczaka i dowiózł na miejsce. Dom oddalony od centrum jakieś 15 minut, a droga przez mękę, w centrum miasta, gruntówka, z masą dziur, gorzej niż w Wilczu. Pokój bez wygód, dość czysty, łazienka nie porywa ( to delikatne określenie), ale za te pieniądze nie ma co kręcić nosem. Zostawiliśmy plecaki i od razu poszliśmy na miasto -obiad w knajpie rybnej, bardzo dobry, pełne menu15 lari- ryba, sałatka, chleb, butelka wody i na koniec herbata.
W końcu znaleźliśmy pocztę, co w Gruzji nie jest proste, Paweł wysyłał kartkę do cioci, na nasze pytanie kiedy dojdzie do Polski, pani ze stoickim spokojem odpowiedziała- za 2 tygodnie, patrząc na nasze zdziwione miny, dalej dodała- przecież to otkrytka, a nie telegram. Następnie zaliczyliśmy wszystkie ważne do zaliczenia miejsca : Pl. Europy, wszystkie ważne kościoły, Piazza, Meczet Orta,Wieża Gruzińskiego Alfabetu, Wieża Zegarowa i pomnik miłości , przejazd koleją linową nad miastem- 3 lari tam i z powrotem z ok. godzinnym czekaniem po bilety. W kolejce mieliśmy okazję zaobserwować system znany nam z komuny: niby stoisz w kolejce, ale co chwilę podchodzą jakieś cwaniaki i wpychają się do przodu, a to znajomi, a to facet wywołuje do przodu kogoś, kto akurat mu się spodobał. Jadąc do góry mogliśmy popatrzeć jak zdegradowano miasto, dachy obite blachą, na kilku zaledwie stara dachówka, ale generalnie króluje blacha, ogródki zaniedbane, naszym zdaniem naprawdę trzeba wielu lat, aby to się zmieniło.
Po wyjściu z kolejki poszliśmy nadmorską promenadą aż do tzw. grającej fontanny, po drodze spotykaliśmy głównie Rosjan- matki z dziećmi, młodych ludzi i całe wielopokoleniowe stada. Druga grupa to Gruzini, a trzecia, czwarta i piąta to Ormianie, Azerowie i Turcy, poza tym Irakijczycy i Irańczycy.
W drodze powrotnej spotkaliśmy Holendrów, którzy przyjechali tu dzień wcześniej i śpią w hotelu Radisson i 22.08 lecą do Armenii- bardzo im się tutaj spodobało, szczególnie pasuje im pogoda i polecają twierdzę Dawid Garedża.
Na koniec poszliśmy jeszcze do tureckiego baru na kolację, za kebab z baraniny z ryżem, faszerowaną paprykę, sałatkę i ayran do picia, zapłaciliśmy 25 lari.
Na kwaterze jakoś przebrnęliśmy toaletę i nareszcie mogliśmy wyciągnąć nogi, uff...., to był intensywny dzień. Może i zasnęłabym od razu, gdyby sąsiad budujący za płotem dom, nie zaczął, ok. 22.00 na budowie 3 zmiany, przez godzinę męczył piłę, młotek i przecinak.

Batumi, 22.08.2013, czwartek
Mamy szczęście, bo nie pada, a więc już drugi dzień bez deszczu. W Batumi pada bardzo często, panuje tu klimat subtropikalny.
O 7.00 szybko „zaliczyliśmy” toaletę, nie da się tam długo wytrzymać, gospodyni to flejtucha, ma w d... porządek.
Potem wpis do „pamiętnika” i wyjście z zamiarem zjedzenia śniadania co nie okazało się proste. Chodziliśmy „wte i nazad”, w końcu na pobliskim dworcu, przy ul. Szawszelego, z którego ruszają m.in. marszrutki do Tbilisi, Kutaisi i Achalcyche w jednym miejscu kupiliśmy ciepłe chaczapuri, a w drugim coś do picia. Nijak nie było baru, gdzie moglibyśmy zaspokoić obie potrzeby jednocześnie, chyba, że zadowoliłoby nas zimne chaczapuri. Nasze menu było baaardzo delikatne, większość o tej porze, w temperaturze z południa Włoch i wilgotnością powietrza prawie jak w Azji, wcina zupę z kartoflami i zapija to piwem. Część towarzystwa woli mocniejsze trunki i zalega na ławkach, o 9.00 rano niektórzy są już dobrze wstawieni.
Przy dworcu jest też bazar głównie z ciuchami, jakimś jedzeniem itp.
Stamtąd ruszyliśmy do ulicy biegnącej wzdłuż morza i marszrutą nr 31, w kierunku północnym, za 60 tetri od osoby dojechaliśmy do Ogrodu Botanicznego. Miejsce świetnie położone, ale ogród nie zrobił na nas jakiegoś niesamowitego wrażenia, w porównaniu do innych podobnych miejsc w Europie jest w nim jeszcze sporo do zrobienia. Ostrzyliśmy sobie zęby na rosarium, które jednak czasy świetności miało, jak się okazało, dawno temu, z 1 200 gatunków róż, które posadził tam A.N. Krasnow obecnie można podziwiać jakiś ułamek tej kolekcji. Może też dziwić, że o 12.00 w południe, kiedy kręci się tam wielu zwiedzających, pracownicy parku pełną parą robią opryski roślin i fundują ludziom mgiełkę z pestycydów. Wstęp 6 lari od osoby, kible czuć na 50 metrów, trafisz tam bez problemu. W parku zaliczyliśmy też rozmowę z Irakijczykiem pracującym w BP, który zapewniał nas, że Irak jest bezpieczny i spokojnie można tam przyjeżdżać, może tylko nie w sierpniu, bo w dzień jest tam 45 st., a w nocy niewiele mniej- 35 st.
Prosto stamtąd, autobusem, stłoczeni jak sardynki, pojechaliśmy do twierdzy Gonio Apsarus, poprosiliśmy kierowcę, żeby dał nam znać skąd złapiemy busa do Sarpi, czyli w kierunku południowym, do granicy z Turcją. Koszt biletu autobusowego, to 40 tetri. Twierdza, do której wstęp kosztuje 3 lari jest naprawdę dobrze zachowana, ale jej otoczenie jest, jak to w Gruzji, raczej zapuszczone. Nieskoszona trawa, alejki wydeptane w trawie itp.
Ok. 16.00 marszrutką za 80 tetri, znowu w tłoku wróciliśmy na obiad, dzisiaj zafundowaliśmy sobie shoarmę u Turka, za 15 lari 2 shoarmy i dwa piwa po 0,5 litra.
Co trzeba przyznać, to to ,że komunikacja autobusowa jest tu bardzo sprawna, jeździ marszrutka za marszrutką i ceny są dość przystępne, kierowcy są elastyczni- zatrzymują się gdzie pasażer chce i ogólnie pakują do auta tyle ludzi, jakby bili rekord Guinnesa w ilości osób, które zmieszczą się w fordzie transicie. Poza tym kierowcy marszrutek to także kurierzy. wielokrotnie obserwowaliśmy jak ktoś przynosił pakunek i prosił o przekazanie komuś w jakiejś miejscowości po drodze, przewożą też pieniądze i może jakieś listy ( w dobie telefonii komórkowej pewnie rzadko). Myślę, że DHL, UPS czy Siódemka nie mają tutaj wielkich szans, no chyba żeby chodziło o jakiś wielki bagaż.
Po obiedzie postanowiliśmy wrzucić na luz i do końca dnia snuliśmy się po mieście, jedna kawka, druga herbata i tak na spokojnie. Po drodze stwierdziliśmy, że Batumi jest w klimacie bardziej rosyjskie niż Tbilisi, jakoś tak tu sowiecko, ludzie mniej gruzińscy, bardziej przaśni, a współczesna architektura jest radosną twórczością. Tbilisi jest bardziej spójne i jego klimat bardziej nam pasuje.
Ciągle towarzyszy nam myśli, że tutaj należałoby przywieźć malkontentów, którzy twierdzą, że w Polsce od czasów komuny nic się nie zmieniło i ogólnie to- bida, panie bida. Jesteśmy bardzo cywilizowanym krajem, standard życia jest znacznie wyższy i trzeba być wdzięcznym tym, którzy doprowadzili u nas do upadku systemu. (tym, którzy chodzili na wiece i uganiali się z ZOMO). Nasze dzieci, też mogłyby zobaczyć jak, to drzewiej bywało, chociaż nie chodzi tu o pełne półki, ale raczej o sowiecką mentalność, którą jeszcze wielu ludzi stąd jest przesiąkniętych. Chodzi o traktowanie ludzi i nie mam tu na myśli rodzinnych supr, ale kontakt z przypadkowym człowiekiem, gdzie cuchnie kolesiostwem i jakaś taka dzicz wyłazi z ludzi na ulicy. Pojęcie dobra wspólnego jest w Polsce dość małe, ale jednak świadomość jest znacznie wyższa niż w Gruzji, dbałość o środowisko,o zabytki,o własne domy itp- nad tym muszą tu jeszcze popracować, a przecież niepodległość mają od kwietnia 1991r, kiedy to nie przystąpili do WNP, czyli są niezależnym krajem niemal tak długo jak my. Wiem, wiem, to jest Kaukaz, po drodze była jeszcze jedna wojna o Abchazję i ogólnie sytuacja polityczna nie jest prosta, ale jeśli Gruzja aspiruje do Unii, to jest to dla nich zadanie na wiele lat. I kolejny raz mówimy sobie, że jako naród odrobiliśmy lekcję
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (18)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (5)
DODAJ KOMENTARZ
mirka66
mirka66 - 2013-08-25 21:26
A herbaciane pola Batumi sa jeszcze ?
 
MARGOSIA
MARGOSIA - 2013-08-26 05:11
Niestety jest ich niewiele, nie tak jak w piosence Filipinek, ale podobno herbata z tych pól ma wyższą jakość niż inne. W sklepie kupisz gruzińską herbatę, ale jest w zdecydowanej mniejszości. Dominuje oczywiście Lipton.
 
Bogna
Bogna - 2013-08-27 21:08
A mówisz, ze u nas jest bałagan!
A w lasach bambusowych były pandy? ;-)
 
Bogna
Bogna - 2013-08-27 21:08
A mówisz, ze u nas jest bałagan!
A w lasach bambusowych były pandy? ;-)
 
Bogna
Bogna - 2013-08-27 21:10
Piękny ten park... :-)
 
 
MARGOSIA
MAŁGORZATA
zwiedziła 19.5% świata (39 państw)
Zasoby: 177 wpisów177 24 komentarze24 141 zdjęć141 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
16.05.2018 - 26.05.2018
 
 
14.07.2017 - 14.07.2017
 
 
11.04.2018 - 11.04.2018